rzeczywiście wtedy do niego mrugała. - Kiedyś

- Podobno pewien kawaler zatrudnił u siebie znaną cudzołożnicę i morderczynię.
- W takim razie zapłać mi za jedzenie - odparła Lily po chwili.
- Do kościoła.
Roberta Ellisa. Nagle zaczęło się jej spieszyć. Dobrze wiedział dlaczego, Gdy już wyda Rose
- Twoja matka? Takaś pewna? - Przymrużył oczy.
Nie wiedziała jednak, czy zdoła spojrzeć hrabiemu w twarz. Nie podobało się jej
Pracownia była nieduża, ale czysta i schludna. Sprawiała dobre wrażenie. Ten sam
- Hej, księżniczko! - zawołał i uśmiechnął się do córeczki, która wyciągnęła do niego rączki, więc wyjął ją z wanny i posadził sobie na kolanach.
Zrobił krok w jej kierunku.
- Skąd jesteś?
- Wyjadę stąd, czy tego chcesz, czy nie!
- Wątpię, czy wystarczy ci inteligencji, żeby mnie zrozumieć, ale mimo wszystko
Nie zastanawiając się dłużej, podeszła po omacku do szafy, wyjęła ubranie. Przez całe życie znajdowała pociechę w Kościele, był jej wsparciem i opoką w najtrudniejszych chwilach. Tak będzie i teraz. Ksiądz na pewno jej powie, co powinna robić.
Dzwonek odezwał się ponownie.

Wcale mu się nie dziwiła. Jeszcze pięć minut temu

zdobywać. Odrzucił propozycję Thompkinsona, żeby po prostu zabić otwór deskami. Nie
Holmes i ja wybiegliśmy, skręcając za róg domu, a Toller śpieszył za nami. Ujrzeliśmy olbrzymią, zgłodniałą bestię o czarnym pysku wczepionym w krtań Rucastle’a, który krzyczał i wił się na ziemi. Strzeliłem biegnąc i roztrzaskałem psu łeb, aż upadł, ale jego ostre, białe zęby wciąż jeszcze były zwarte na pofałdowanej szyi Rueastle’a. Rozdzieliliśmy ich z wielkim trudem, po czym zanieśliśmy go jeszcze żywego, ale straszliwie okaleczonego, do domu. Położyliśmy Rucastle’a w salonie na sofie i po odesłaniu trzeźwego już Tollera, aby zawiadomił swoją żonę, uczyniłem wszystko, co mogłem, żeby mu ulżyć w bólu. Staliśmy wszyscy wokół niego, gdy drzwi się otworzyły i do pokoju weszła wysoka, chuda kobieta.
dziła na dół, bezszelestnie zsuwając się po stopniach, ni-

tam natychmiast i nie powiesz wszystkim, że żartowałeś i że to ty poślubisz Rose.

uwagę od bandaża na czole.
strony; było w nim coś więcej, niż mogła się spodziewać.
na stromej ścieżce. O kilka metrów nad nimi znajdowała się

Przycisnął powieki palcami, po czym opuścił dłonie na kolana i oparł głowę o zagłówek fotela. W miejsce rozgoryczenia pojawiło się uczucie niesmaku do samego siebie. Jego uzależnienie od Hope nie miało nic wspólnego z zaufaniem, poczuciem więzi rodzinnej czy szacunkiem. Nie, chodziło o coś zupełnie innego: o seks, prymitywne pożądanie, z którego nie potrafił się otrząsnąć.

Ale jego myśli wciąż wracały do Pii.
- Pierce...
we wspomnieniach.